Pierwszy w Polsce showroom dla psów i kotów

Bez nazwy

Kiedy usłyszałam, że powstał pierwszy w Polsce showroom dla psów i kotów pojawiły się we mnie dwa uczucia – zaskoczenie i zaciekawienie! Potem wyobraziłam sobie błyszczące podłogi, ogromne lustra i rzadko porozstawiane gadżety za niebotyczne pieniądze. Na szczęście po chwili odetchnęłam z ulgą. To showroom internetowy, w którym jest bardzo przytulnie. Tak przytulnie, że od razu pierwsza wizyta zakończyła się zakupem małego gadżetu z PupiLu.

Showroom nazywa się www.petathome.pl . Podoba mi się, bo są tam polskie marki, często naprawdę ciekawe, niektóre już mi znane, inne całkiem nowe. Wiele produktów jest robionych ręcznie. 
12842472_10208195763993235_1414011519_o (2)

Miałam przyjemność zadać kilka pytań autorce pomysłu – Gosi. To kolejny wywiad z mojego cyklu „Kobieta w psim biznesie”. Był wywiad z Joanną Bohdziun z JB-szkoły dla przewodników psów oraz z dziewczynami z Bowl&Bone Republic.

Showroom ruszył w styczniu, czyli to świeża sprawa, ale już udało ci się namówić do współpracy wiele firm. Jak długo trwało przygotowanie całego przedsięwzięcia? Oczywiście nie ominie cię też pytanie: skąd taki pomysł?

Pewnie nikogo nie zdziwi, że inspiracją był mój pies – Kropek. Można powiedzieć, że nie byłoby tego pomysłu i nie byłoby showroom’u, gdyby nie wyjazd do USA w 2009 roku, kiedy to zauroczyłam się psem rasy Whippet. W Polsce w tym czasie było mało psów „pipetów” – tam zobaczyłam je pierwszy raz. 5 lat później znowu spotkałam psa rasy Whippet na warszawskim Ursynowie. Powiedziałam sobie „nie mam czasu na psa, ale przejrzę ogłoszenia hodowli.., tylko pooglądam!”. Trzy tygodnie później Kropek był już z nami, bo jak tu nie zabrać z hodowli przerośniętego szczeniaka, którym nikt się nie interesuje i którego nikt nie chce zabrać do domu, a który mieszka z 12 psami na 40m2 w bloku. To była najmniej przemyślana decyzja w moim życiu i zarazem najbardziej trafna. Teraz nie wyobrażam sobie wrócić do domu, w którym nikt mnie wita i nikt nie merda ogonem z radości! Myślę, że powie tak każdy właściciel psa, dla którego pies jest członkiem rodziny. Kropek faktycznie miał uraz do mieszkania w bloku i za każdym razem zapierał się ze wszelkich sił przed wejściem do kawalerki. Na szczęście w planach miałam przeprowadzkę na przedmieścia.

Szukając obroży dla charta zdałam sobie sprawę, że nie ma jednego miejsca, które zbiera ciekawe oferty producentów i sklepów z artykułami dla psów i kotów. Już jakiś czas szukałam możliwości połączenia swoich zainteresowań i pracy. Showroom dla właścicieli psów i kotów wydał mi się idealnym pomysłem. Dalej było już tylko ciężej …….

12837718_10208195765793280_1144451648_o (1)Przygotowania do samej budowy platformy zajęły pół roku, a samo jej tworzenie i doprowadzenie do stanu w którym jest teraz – równo rok. Jeszcze nie mogę stwierdzić, że platforma jest skończona, potrzebuje jeszcze sporo usprawnień, czasu i pieniędzy.  Poświęciłam każdy weekend, większość urlopu i prawie każdy wieczór, a końca nie było widać. Zaryzykowałam też swoimi oszczędnościami. Ktoś kiedyś napisał, że „zaczynając może Ci się wydawać, że jesteś w tyle, ale tak naprawdę w tyle są Ci, którzy nie podjęli wyzwania i nie ruszyli się z miejsca….”. Coś w tym musi być, chociaż na razie nie mogę powiedzieć, żebym osiągnęła sukces – teraz jestem na samym początku drogi.

Bardzo podoba mi się zakładka Our Matches, czyli zestawy pasujących do siebie produktów, choć nie koniecznie tego samego producenta. A co tobie najbardziej podoba się na stronie?

Mi też najbardziej podoba się zakładka Our Matches – daje ona możliwość połączenia produktów, które razem stanowią świetny zestaw, a które wcale nie były stworzone po to, żeby stanowić komplet. Ta zakładka wnosi też coś więcej – pokazuje producentom i sklepom, że współpraca daje często lepszy efekt niż jej brak ;). Z przykrością muszę powiedzieć, że zakładając www.petathome.pl często miałam do czynienia z brakiem zaufania ze strony firm, które często wolą działać w pojedynkę niż razem i panicznie boją się konkurencji. Uważam, że nie ma czego się bać – na naszym rynku dla każdego jest miejsce. Mamy też tyle przykładów z rynku np. z branży modowej czy designerskiej, gdzie dzięki platformom podobnym do showroom’u www.petathome.pl wiele mniej znanych marek zostało zauważonych, a każda marka z osobna ma obecnie większa sprzedaż niż wcześniej.

Kolejnym ciekawym rozwiązanie na stronie jest możliwość pokazania produktu nie tylko za pomocą zdjęć, ale również za pomocą filmów. Jako użytkownik też często szukam filmów prezentujących produkt, ponieważ one lepiej oddają ich rzeczywisty wygląd.

Fajną sprawą jest to, że współpracujesz z polskimi firmami (swoją drogą wiele z nich jest też kobiecymi biznesami), czy są w planach zagraniczne marki?

Obecnie skupiam się na  polskich markach. Taka też była idea tego projektu, aby zebrać najciekawsze polskie marki i pokazać je światu. W wielu przypadkach jest tak, że nasi rodzimi producenci nie są znani na naszym rodzimym rynku, a większość swoich produktów eksportują. Nasz rynek jest już na tyle rozwinięty, że warto zawalczyć również o polskiego konsumenta. W Polsce jest ponad 14 mln psów i kotów. Stosunek do zwierząt ogromnie się zmienił przez ostatnie lata. Teraz lepiej traktujemy zwierzęta i bardziej doceniamy to co nam dają. Zaczynamy też tym samym wydawać na swoje pupile coraz więcej pieniędzy i coraz lepiej o nie dbamy. Widać to chociażby po ilości nowopowstałych punktów pielęgnacji psów czy marek tworzących z myślą o zwierzętach. Ten trend pokazują też statystyki dot. branży petfood oraz non-food dla psów i kotów. Nie wykluczam jednak współpracy w zagranicznymi markami – www.petathome.pl to showroom otwarty dla wszystkich – producentów i sklepów z polski, jak i zagraniczny. Nadrzędnym celem jest dostarczenie użytkownikowi shoowroom’u www.petathome.pl zróżnicowanej i ciekawej oferty.

Zgadza się – wiele z tych firm to kobiece biznesy, ale nie tylko – spotykam też często pary, które wspólnie prowadzą sklep internetowy. Jak wszędzie zdarzają się też wyjątki od reguły – napotykam ludzi, którzy od kilkudziesięciu lat tworzą z pasją najwyższej jakości produkty – tym osobom często nie zależy na reklamie, raczej to do nich zgłaszają się klienci, którzy kiedyś natknęli się na ich „dzieła sztuki”. Ze współpracy z nimi jestem najbardziej dumna.

Mam nadzieję, że coraz więcej polskich marek zainteresuje się współpracą z Pet At Home – te które zaczęły współpracę pewnie już zostaną z nami na dłużej. Duży procent użytkowników również powraca, co utwierdza mnie w przekonaniu, że taka platforma jest potrzebna. Serdecznie wszystkich zapraszam do odwiedzenia www.petathome.pl – platforma nie tylko skupia produkty, ale również zbiera i publikuje ciekawe artykuły o psach i kotach. Zapraszam również do zalajkowania Pet At Home na facebooku (https://www.facebook.com/Petathomepl), twitterze  (https://twitter.com/Petathomepl)  lub Instagramie (https://www.instagram.com/Petathomepl).

Moja załogantka coraz grzeczniejsza

Molly majowka male

Molly jest u mnie już ponad miesiąc. W tym czasie dość sporo się wydarzyło. Podtrzymuję, że Molly to mała bulwa z dużym charakterem, ale po czasie spędzonym razem mogę powiedzieć, że sytuacja jest mniej więcej ogarnięta. Przypomnę, że psica znalazła się u mnie, bo jej Pani musiała koniecznie wyjechać na dwa miesiące, ale już niedługo wróci stęskniona, zatem Molly domu stałego nie szuka. Trafiła do mnie z Fundacji Załoga Bulldoga.

Charakter Molly jest delikatnie powiedziawszy ciekawy. Można by powiedzieć, że to kot uwięziony w ciele psa. Molly potrafi być przesłodka, kiedy wracam z pracy wita mnie bardzo całuśnie, pokazuje brzuszek. Potrafi też bawić się godzinami, szczególnie w ganianie ręki pod kocem, ale też uwielbia być ciągnięta za fafle, regularnie moja ręka ją ‚zagryza’, Molly wtedy się przewraca, chce być koniecznie zagryzana. Umie bawić się piłeczką, potrafi aportować. Zna też parę komend.

molly jezyk

Są jednak sytuacje, których z jakiegoś powodu nie cierpi. Na przykład głaskania kiedy leży na łóżku. W ogóle generalnie nie lubi takiego wolnego głaskania, że sobie siedzi a ktoś przesuwa ręką po jej grzbiecie. Lubi drapanie i podskubywanie w zabawie i przy powitaniu. Innego dotyku raczej nie. Nie ma mowy, żeby wziąć ją na kolana i głaskać – nawet się uśmiecham jak to mówię, nie, myślę, że to niemożliwe. Realne jest za to wspólne spanie. Molly wchodzi wtedy pod kołdrę, kładzie się gdzieś między nogami. Tylko niech jej wtedy nikt nie dotyka w formie głaskania! Wyskoczy z łóżka w sekundę z niezadowolonym warczeniem.

Trudny to przypadek, szczególnie, że jest tak słodziutka, że chciałoby się ją cały czas tulić i całować. Co przeszliśmy wyjmując kleszcza! Jedna osoba trzymała za kark – Molly warczała i chciała kąsać, ale szybko się uspokoiła, a ja błyskawicznie wyciągnęłam wstrętnego pajęczaka. Dobrze, że robię to zawodowo 😉

Molly majowka

Widzę pewien progres, głównie chyba wynikający z tego, że coraz lepiej ją poznaję. Głupio się przyznać, ale po kilku pierwszych dniach, kiedy miałyśmy dwa dość nieprzyjemne spięcia podchodziłam do niej z dużą niepewnością. Przyznam się, że trochę się jej bałam. Tak, wiem, to mały pies ręki mi nie odgryzie, ale ciągle mi się zdawało, że jakoś dziwnie na mnie patrzy. Teraz się już jej kompletnie nie boję. Wiem co robić w razie czego, ale Molly też już odpuściła. Dużo się bawimy i nawet jak się czasem zdenerwuje, to po chwili  bawimy się dalej, wszystko wraca do normy.

Molly spotkała już Bułkę i Kokosa, zachowywała się całkiem przyzwoicie. Do Kokoska nawet nie próbowała żadnych sztuczek. O Bułkę była zazdrosna i próbowała ją ode mnie odganiać, chodziła za nią, ale generalnie było bardzo przyjemnie.

Szkoda, że nie jest super wyluzowanym buldożkiem, ale za to te chwile czułości są tym cenniejsze, będzie mi Molly brakowało jak już sobie pojedzie.

 

Kolejna kaleka wygrywa Crufts

Kolejna kaleka

Pięć lat temu, tak tak, ten blog ma już tyle lat napisałam o filmie na temat Crufts. Pamiętam, że mnie wtedy naprawdę zszokował. Opowiadał nie tylko o słynnej wystawie, ale też w ogóle o tym do czego doprowadził współczesny pęd do ‚doskonałości’. Ofiarami ludzkich eksperymentów oczywiście są niczemu nie winne zwierzęta. Ceną za pożądany przez hodowców i sędziów wygląd jest zdrowie.

Polecam wam mój artykuł o wymownym tytule 🙂 Crufts – wystawa psów rasowych czy genetycznych mutantów, a szczególnie zamieszczony tam film.

W filmie jedną z najbardziej wstrząsających jest historia pekińczyka, super czempiona, laureata nagród. Kiedy pozował do zdjęć już na koniec wystawy musiał siedzieć na poduszce z lodem, bo jego mordka jest tak ukształtowana, że stres mógł spowodować u niego przegrzanie i zgon. Nie muszę dodawać, że został on ojcem wielu pekińczyków. Zdaniem kynologów pięknych, ale czy tak to powinno w ogóle być?

A oto filmik z ostatniej wystawy. Widać na nim zwycięzcę rasy, owczarka niemieckiego. Nie trzeba być specjalistą, żeby zobaczyć, że to zwierzę ledwo chodzi. Jego postawa jest no właśnie – nieprawidłowa? Sędziowie są przecież zachwyceni.

Myślę o tym czyja to wina. Sędziów, że takie psy wybierają? Hodowców, bo takie hodują? Wielbicieli ras, że takie psy chcą kupować? Organizacji kynologicznych, bo takie wzorce ras narzucają? Weterynarzy, że dają takim psom świadectwa zdrowia?

Kiedy to się zmieni? Przez chwilę ogarnęła mnie nostalgia, że doglife ma już 5 lat, ale rany, nic się w tym temacie nie zmieniło. Smutne.

 

Molly – mała bulwa z dużym charakterem

Molly

Oto Molly. W zasadzie to nie tymczasowiczka, bo wcale nie szuka domu stałego. Takowy ma. Można by powiedzieć, że to bardziej wczasowiczka. Jej pani musiała wyjechać na 2 miesiące (żeby zarobić na psie zachcianki;), a młoda właśnie wyleguje się na moim fotelu z drinkiem z palemką w łapce.

Nie owijając w bawełnę powiem, że wczorajszy dzień, był dość trudny dla nas obu. Jestem przyzwyczajona, do psów wziętych ze schroniska, prosto z klatki. Chodzą za mną krok w krok przez kilka dni, z ulgą kładą na kocyku i odsypiają trudne minione czasy. Najczęściej są zmęczone, ale szczęśliwe. Molly zachowywała się zupełnie inaczej – nie była zbyt szczęśliwa. Zaraz po jej przyjeździe, kiedy to przywitała mnie kładzeniem się na plecach i pokazywaniem mięciutkiego brzuszka, poszłyśmy na długi spacer. Potem zwiedzanie domu – wiadomo oraz pełna micha. Myślałam, że wymęczona pójdzie szybko spać. Niestety pies czuł się bardzo zagubiony. Molly biegała po domu, popiskiwała pod drzwiami. Trochę niespokojnego snu i dalsza tęsknota. Żal było patrzeć.

1172979_908907165894836_306140135_n

Chciałoby się przytulić, pogłaskać, pocieszyć. Niestety Molly ma ciut trudny charakter. Nie naciskaliśmy jej, wręcz przeciwnie, staraliśmy się zachowywać dystans zgodnie z założeniem, że lepiej się nie narzucać, niech sama podejdzie. Ale wczoraj nie było nawet mowy o jakimkolwiek głaskaniu. Mała bulwinka przychodziła, spoglądała tymi swoimi wielkimi oczyma, a potem coś w środku kazało jej warczeć i ucinać kontakt.

Dziś już jest lepiej. Jednemu z domowników udało się zachęcić ją do przytulania, chciała być głaskana, pieszczona itd. Ja niestety nie miałam tyle szczęścia. Wykonuje wszystkie moje polecenia, jest nauczona wielu rzeczy, byłyśmy na dwóch super spacerach. Ale o głaskaniu na razie nie ma mowy. Zatem odpuszczam.

12818920_1069743263068318_171800538_n

Na szczęście dziś pies już był spokojniejszy. Jak wspominałam śpi sobie teraz wygodnie na fotelu. Jest wesoła, a po wypuszczeniu na podwórko biega radośnie z szaloną prędkością.

Relacji tego typu planuję więcej, a przynajmniej mam zamiar pisać je regularnie. Chodzi o to, żeby tęskniąca Pani mogła zobaczyć co słychać u jej pociechy, ale też Załoga Buldoga pewnie będzie ciekawa co i jak. Zatem do następnego.

927518_963963860352198_971464286_n

Sławne psy w reklamie

hachiko

Dziś chcę pokazać ciekawą reklamę karmy dla psów. Dla właścicieli zwierzaków moim zdaniem głębiej zainteresowanych tematyką psią.

Reklama używa trzech, wspaniałych moim zdaniem, zdjęć psów. Ja znałam dwa z nich. Stali czytelnicy na pewno mogą kojarzyć jednego, o którym był artykuł, ale rzecz jasna z innych źródeł mogliście znać wszystkie, o jednym był nawet niedawno film.

Zerknijcie na zdjęcia. Które psy kojarzycie? Wszystkie?

Tak sobie myślę, że jeśli ktoś zna wszystkie te trzy psy, to poczuje się wyróżniony tym, że firma produkująca karmę zwróciła się właśnie w jego stronę. Najbardziej śmieszą żarty te które nie tylko rozumiemy, ale które wiemy, że rozumieją nieliczni.

A ci, co psów nie znają to poznają, nie obrażą się przecież.

Podoba mi się taki pomysł na kampanię. Zachwycają mnie też zdjęcia. Jak się przyjrzycie, w głowę każdego psa wrysowana jest jego historia. To piękne. Na dole jest też pokrótce napisane co takiego zrobił każdy psiak.

Na koniec się przyznam, że poznałam tylko Kabang (o której pisałam tutaj) i Hachiko. Ale teraz znam już również sierżanta Stubbiego.

Sergeant Stubby

Amerykański bohater I wojny światowej. Na statek do Europy zabrał go nielegalnie żołnierz. Obecność psa została szybko zauważona, ale dowództwo pozwoliło mu zostać, bo pies umiał salutować. Stubby był podobny do boston teriera albo staffika  i naprawdę zdobył rangę sierżanta-  za wykrycie szpiega. Ostrzegał żołnierzy przed zabójczymi niemieckimi atakami z użyciem gazu musztardowego. Kiedyś sam doznał obrażeń z powodu gazu i po wyzdrowieniu chodził w specjalnej masce przeciwgazowej. Był też raniony poważnie granatem, ale przeżył, został przemycony do USA, gdzie został prawdziwym celebrytą. Podczas przerwy w meczu futbolu amerykańskiego wpuszczono go na boisku, gdzie mógł się bawić piłką. Zmarł we śnie.

hero_dogs_stubby_aotw

Kabang

Ta bezdomna suczka została przygarnięta przez rodzinę. Jakiś czas później ocaliła dzieci przed nadjeżdżającym motocyklem. Skończyło się to dla Kabang utratą połowy twarzy. Dzięki poświęceniu wielu ludzi i przy nakładzie wielkich środków udało się psa przetransportować z Filipin do USA, gdzie poddano go leczeniu. Suczka wróciła już do domu. Weterynarze mówią, ze poza niecodzienną estetyką jest zdrowa i czuje się świetnie.

hero_dogs_kabang_aotw

Hatchiko

Znany z powodu swej niesamowitej lojalności i z filmu z Richardem Gere. Czekał na swojego pana na stacji kolejowej, któregoś dnia pan nie wrócił. Hachiko przychodził w oczekiwaniu na niego jeszcze przez ponad 9 lat.

hero_dogs_hachiko_aotw

Źródło: adsoftheworld.com

Advertising Agency: Grey, Makati City, Philippines
Chief Creative Officer / Executive Creative Director / Copywriter: Ompong Remigio
Creative Director: Mel Aguinaldo
Art Director / Illustrator: Peter Raphael Mutuc
Published: March 2013

Poop cafe

poop cafe

Przypomina mi się jeden ze starych odcinków South Parku. Byłam zawsze wielką miłośniczką tego serialu. Kiedy wychodziły pierwsze odcinki u mnie w domu nie było satelity, więc przyjaciółka przynosiła mi nagrane na kasecie wideo. Odruchowo miałam napisać: co za czasy! Ale przecież co to były za okropne czasy. Teraz ma się co się chce do oglądania niemalże na zawołanie.

Odcinek, który mam teraz na myśli to Red Hot Catholic Love. Przypomniałam go swoim znajomym przy okazji oglądania filmu Spotlight, bo on też opowiada o molestowaniu dzieci w Kościele katolickimi i systemowi ukrywania księży pedofili. W South Parku jest to przedstawione w możliwie najbardziej niesmaczny i przesadzony sposób – gorąco polecam. A zaczyna się od tego, że w związku ze ujawnianymi skandalami pedofilskimi do szkoły przyjeżdża osoba mająca zbadać, czy dzieci nie były molestowane. Robi to wyjątkowo niedelikatnie wprost pytając, czy ktoś im czegoś nie próbował włożyć w pupę. Skonsternowane dzieci odpowiadają, że nie, ale zaczynają się zastanawiać co dorośli mogą mieć na myśli. Dochodzą do wniosku, że skoro je się ustami i wydala pupą, to jeśli włoży się coś do pupy to wychodzi ustami. Okazuje się, że tak się nie tylko da, ale że tak jest lepiej, zdrowiej, w telewizji zalecają itd. Nastaje nowa moda na jedzenie drugą stroną ciała, ludzie się spotykają na obiady tego typu, a Martha Stewart pokazuje jak przygotować i zjeść w całości dziękczynnego indyka. Dalej nie będę zdradzać, ale jest wyjątkowo śmiesznie pod warunkiem, że lubi się takie poczucie humoru.


12063557_414376895426347_6224272388624570703_nCo chcę powiedzieć? Dążę do tego, że skojarzenie jedzenia i tej drugiej czynności jest obrzydliwe (czasem tak obrzydliwe, że aż śmieszne). Przy jedzeniu nie myśli się i nie mówi o wydalaniu, to jest całkowicie nie na miejscu. Wywołuje wstręt i odruch wymiotny (swoją drogą jak by wyglądały wymioty w przypadku takiego sposobu spożywania pokarmów?).

Jak zatem można było wpaść na pomysł, aby stworzyć kawiarnię, w której wszytko kojarzy się z kupą? Dania mają kształt kupy, filiżanki to małe muszle klozetowe – można w nich zamówić gorącą czekoladę, na ścianach jest graffiti uwieczniające ekskrementy? Nie wiem jak, ale można i to coraz bardziej modne miejsce na mapie Seulu. Nazywa się po prostu Poop Cafe.

11224773_383502911847079_4109516284096285644_n

O ile wystrój w kolorowe kupy, czy wypchane pluszaki w tym kształcie są nawet całkiem słodkie i biorąc pod uwagę, że śmieszą mnie żarty o kupach – nic bym tam nie przełknęła. A w szczególności nie wypiłabym kawy. Ciekawe jak tam wygląda łazienka, czy jest w owoce i warzywa?

A czemu w ogóle taki temat na doglife? Bo od początku istnienia bloga temat psich kup się tu często pojawiał. Jak zobaczyłam tą kawiarnię to skojarzenie przyszło samo. W pierwszym momencie nawet nie pomyślałam, że to może chodzić o ludzkie kupy, tylko że na pewno o psie. Zresztą koniec już tego tematu.

Więcej zdjęć znajdziecie na Facebooku.

Jak psy się rozpoznają?

Pod względem wyglądu psy mogą różnić się od siebie diametralnie. W artykule 7 mniej znanych psich faktów już o tym pisałam. Naukowcy z American Naturalist wykazali, że czaszki psów różnią się od siebie w takim stopniu jak różnią się czaszki zupełnie różnych gatunków ssaków. Jako przykład podają, ze czaszka owczarka collie różni się od pekińczyka w takim stopniu, jak czaszka kota różni się od morsa.

Jasną sprawą jest, że psy potrafią rozpoznać osobnika własnego gatunku. Nie pomylą innego psa z kotem czy świnia. Ale w sumie dlaczego nie? Czy pies, który nigdy wcześniej nie widział na przykład charta afgańskiego wie, że to też pies, a nie jakiś egzotyczny gatunek owcy? Na pewno w rozpoznawaniu biorą udział  różne czynniki. Ważne jest zachowanie się tamtego osobnika, jego zapach. A w jakim stopniu psy potrafią się rozpoznawać tylko po wyglądzie?

jak psy sie rozpoznaja

Postanowili to zbadać, tym razem nie amerykańscy, ale francuscy naukowcy, opublikowali wyniki swoich prac w Animal Cognition. W eksperymencie wzięło udział 9 psów bardzo różnych ras. Na ścianie znajdowały się dwa ekrany. Na początku równocześnie pojawiały się na nich dwa zdjęcia: jedno psa a drugie krowy albo w ogóle puste. Jeśli pies zaczął podchodzić do zdjęcia psa jego zachowanie było wzmacnianie przy użyciu klikera a potem nagradzane smakołykiem.

W pierwszej fazie eksperymentu używano stale tego samego zdjęcia psa. Kiedy już zwierzęta nauczyły się je niemal bezbłędnie rozpoznawać, przystąpiono do kolejnej fazy badania. Zamiast zdjęcia znanego już osobnika zaczęto pokazywać zdjęcia głów najróżniejszych ras psów, nawet takich, z którymi badane psy nie miały szansy się wcześniej spotkać. Na drugim ekranie też nie było już krowy tylko nigdy przez badane osobniki nie widziane zwierzęta różnych gatunków.

Wszystkie 9 psów zdało test, ale nie wszystkie za pierwszym razem uzyskało wymagany wynik 10/12 rozpoznań. Niektóre potrzebowały 2-13 sesji, żeby osiągnąć taki rezultat. Naukowcy podkreślają, że na szybkość rozpoznawania mogą wpływać różne czynniki takie jak osobowość psa, szybkość uczenia się czy motywacja.

Eksperyment pokazuje, że psy z pewnością potrafią rozpoznać drugiego psa, nawet dziwnego pod względem wyglądu, widząc tylko zdjęcie jego głowy. W jaki sposób to się dzieje, co psy biorą pod uwagę w ocenie – tego nie wiemy, ale naukowcy planują zgłębić ten temat.

Jak przeczytałam artykuł moim domownikom to rozgorzała dyskusja o tym, w jaki sposób dzieci uczą się rozpoznawać kotka od pieska. Na początku jest łatwo. Jak moja mama rysowała kropkę, to a już wiedziałam, że to będzie pies, bo mama zawsze zaczynała od nosa. A kot miał spiczaste uszka. Pies zakręcony ogonek, kot prosty. Jak było dalej nie wiem. Wydaje mi się, że jakoś odruchowo rozpoznaje się psy od kotów. Jakie tym rządzą mechanizmy? Czekam na dalsze badania tego francuskiego zespołu.

Foto: Douglas Sprott

Najbardziej wyczesany pies na Instagramie

najbardziej wyczesany pies

Dziś kolejny Instagramowy pies. Tym razem rasa, której być może stali czytelnicy by się po mnie nie spodziewali. A tu niespodzianka, bo bardzo lubię te pieski.

Chodzi o shih tzu (ile to razy widziałam pisane jako shit zu;). Z wyglądu to nie bardzo moja bajka, bo wolę psy gładkowłose, w szczególności lubię gładkie mordki, ale charakter wielu shih tzu jest tak ujmujący, często są bardzo wesołe, ale też zrównoważone, ciekawskie, milusińskie, niepłochliwe. To naprawdę fajne pieski.

Dokładnie w tej chwili pomyślałam o tym, że oprócz psa Kaley Couco, nie kojarzę żadnego pitbulla, amstaffa. Muszę poszukać. Był już u mnie buldożek, chart, wiele instagramowych psów było. Niekwestionowanym i chyba nie do pobicia na zawsze pozostaje w moim sercu gryfonik Digby.

Na Kumę wpadłam przypadkiem. W tytule artykułu było napisane: ten pies ma lepszą fryzurę od ciebie, więc sami rozumiecie – musiałam to zobaczyć. I rzeczywiście tak jest. Niemal na każdym zdjęciu ma inaczej ułożone swoje długie włosy. I jeszcze ten wystający języczek. Żałuję tylko, że nic a nic nie rozumiem z opisów zdjęć.

Więcej zdjęć znajdziecie na Instagramie.

 

Dlaczego psy uwielbiają drzeć chusteczki?

dlaczego psy uwielbiaja drzec chusteczki

Jak byłam na studiach to mieszkałyśmy we trzy w mieszkaniu z niewielką suczką, obecnie już prawie 10-letnią. Muszka, bo tak miała na imię, uwielbiała kraść zużyte chusteczki do nosa. Darła je na dosłownie milimetrowe kawałeczki. Sprzątanie tego to był koszmar. Nie pomagały kosze z wieczkami, zresztą nie byłyśmy aż tak porządne, żeby nigdy nie zostawić chusteczki gdzieś leżącej, kuszącej psa.

Obecnie mieszkam od paru tygodni z mopsem Kawą, która też uwielbia chusteczki, ale do tego ich posiadanie przeobraża tego przesłodkiego pieska w istne monstrum. Nie da sobie czasem chusteczki zabrać. Warczy i ucieka na swoje legowisko, gdzie broni  swojego najcenniejszego skarbu na śmierć i życie.

Oczywiste jest to, że psy w ogóle lubią żuć i gryźć rzeczy. Ale zastanawiałam się, dlaczego akurat chusteczki są dla psów tak wyjątkowo atrakcyjne? Nie gryzą tak kartek papieru przecież, a mogłyby, nie trzeba byłoby używać niszczarek do dokumentów.

Zagadka chusteczek została rozwiązana. Znów przez Stanleya Corena, który opisuje to na łamach Psychology Today. Przytacza we wstępie zabawną historię swojej czytelniczki, która właśnie o chusteczki pytała. Jej pies, rzecz jasna, je uwielbia i wykrada zużyte podczas demakijażu z kosza w łazience. A że pies jest biały, a pani lubi czerwone szminki to możecie sobie wyobrazić jak to się kończy – rozkosznym widokiem umalowanych psich ust.

12424870_1674437409498299_1140537916_n
To słodkie zwierzątko to chusteczkowy drapieżca.

Stanley Coren proponuje, żeby każdy zrobił test i włożył sobie kawałek chusteczki do ust. Z czym kojarzy się jej faktura? Ja nie będę robić testu, wierzę na słowo, że przypomina trochę delikatne futerko a trochę ptasie piórka. Czuć coś takiego w pysku to dla zwierzaków przyjemność nieziemska. Co ciekawe psy niewiele z tego połykają. Kiedy chusteczka nasiąknie śliną przestaje przypominać piórka i futerko, zmienia się w paćkowatą breję, którą zwierzęta w znakomitej większości wypluwają.

Wiedza o tym co psy lubią żuć pozwala przewidzieć jakie zabawki mogą być dla nich atrakcyjne. Coren podaje przepis na tani i uwielbiany przez psy gryzak. W bawełnianą lub flanelową skarpetkę (w życiu nie widziałam flanelowej skarpetki, ale to musi być bardzo fajna sprawa) wkładamy plastikową butelkę. Meszkowata powierzchnia skarpetki pobudza receptory w psim pysku odpowiedzialne za odczuwanie przyjemności przy lizaniu chusteczek. Klikanie gniecionej butelki to dodatkowa atrakcja. Ja wiem, że dla moich psów sama butelka do gryzienia to zawsze była super zabawa. Tylko uwaga na korki – nie wolno dopuścić do ich połknięcia przez psa, więc albo zjadamy garść waleriany i wytrzymujemy okropny dźwięk gniecionego plastiku i obserwujemy psa jak się męczy próbując przegryźć zakręconą butelkę (jest to dość trudne) albo dajemy bez korka, ale wtedy zabawa jest krótsza. Butelka w skarpetce to może być hit.

Stanley Coren podsumowuje swój artykuł zdaniem, według mnie bardzo ważnym – że trzeba pamiętać, że samo żucie i gryzienie to tylko połowa przyjemności. Większość zabawy leży w rozszarpaniu na strzępy. Tak to jest jak się hoduje w domu drapieżnika.

Foto: Sal