Zalety nieposiadania psa

 

Są szczególnie dobrze widoczne w takie poniedziałki jak dzisiejszy. Jest zimno, pochmurno, pewnie zaraz zacznie padać. Weekend jak zwykle okazał się znacznie za krótki. Budzik zadzwonił mi o 7:15. Podniosłam głowę, ale brak psiego posłania na podłodze, uświadomił mi, nie tyle pustkę mojego życia bez psa (co na pewno lepiej by brzmiało na psim blogu), ale to, że mam jeszcze godzinę spania.

Ostatni pies w moim domu tymczasowym towarzyszył mi trochę ponad tydzień, więc na tyle krótko, że nie zdążył mnie jakoś szczególnie wymęczyć, ale z drugiej strony pierwszy tydzień jest chyba najtrudniejszy, bo psa się nie zna, trzeba mu poświęcić naprawdę dużo czasu, od początku wprowadzać zasady, jakie mają panować w domu itd.

Większość z Was – czytelników ma zapewne psa. Czy jeszcze pamiętacie, jak to jest go nie mieć? W sytuacji braku psa największym minusem jest oczywiście ten jego brak, ale dziś będzie przewrotnie:

Zalety nieposiadania psa:

  • dłuższe spanie
  • można pojechać na weekend do koleżanki, nie martwić się, kto wyprowadzi psa, nie trzeba go zabierać ze sobą ryzykując, że psy się nie polubią
  • nie trzeba wychodzić na dwór jak pada i jest zimno
  • wcześniejszy prysznic – często robię tak, że biorę wieczorny prysznic o załóżmy 21, po czym już w piżamce i łóżeczku oglądam film. W przypadku posiadania psa – trzeba to przełożyć na później, żeby załatwić ostatni spacer o tej 23. Nie jest to sprawa życia i śmierci, ale dla mnie ważne
  • nie trzeba tak często odkurzać
  • nie trzeba mieć kanapy nakrytej kocami
  • nie trzeba unikać noszenia czarnych ciuchów i cieniutkich rajstop
  • pije się kawę bez pływającej sierści
  • można z minuty na minutę zmienić swoje plany: na ten dzień, na miesiąc czy na zawsze, bez uwzględniania psa. Może bym po pracy pojechała na zakupy – ale co z psem? Wzięłabym psa, ale nawet na tymczasie może się zdarzyć, że będzie u mnie kilka miesięcy – a może bym chciała pojechać na wakacje do Egiptu?

Celowo nie wspominam o niszczeniu, wyciu, załatwianiu się w domu, wydatkach na leczenie, bo na szczęście takie sytuacje nie były moim udziałem.

Zdjęcie zatytułowane "No dog walk today". Autor Mike McCune.
Zdjęcie zatytułowane „No dog walk today”. Autor Mike McCune.

Posiadanie psa porównałabym do nałogu. Powiedzmy do palenia papierosów. Jest to przyjemna rzecz (inaczej nikt by nie palił), ale dość kłopotliwa – wszystko śmierdzi, jest drogie i co najgorsze – ingeruje w nasz każdy dzień. Trzeba przecież pamiętać, żeby papierosy kupić, potem bardziej lub mniej świadomie zaplanować palenie (zapalę sobie w drodze do pracy, pójdę 5 minut wcześniej do kina to jeszcze sobie zapalę) itd. Dopiero jak się rzuci, ma się moment bez psa, można dostrzec, jakie zmiany oba te ‚nałogi’ wprowadzają w nasze normalne życie.

No dobra, z tym paleniem to może nie najlepszy przykład, lepiej byłoby porównać posiadanie psa do nałogowego uprawiania sportu – też przyjemne, ale powiedzmy bieganie w zimie, deszczu czy zrezygnowanie z innych przyjemności dla osiągnięcia wymarzonych celów – nie są łatwe, trzeba pokonać lenistwo, wygodnictwo itd.

Jestem na etapie pokonywania – myślę o nowym psie na tymczas, ale na razie cieszę się swoją kawą bez włosów i tym, że jutro pośpię sobie godzinkę dłużej.

2 Comments on “Zalety nieposiadania psa”

  1. Ja wychowałam się z moim psem, dostałyśmy go z siostrą jak miałam 4 latka i teraz, gdy mam 15 on nadal jest w naszej rodzinie a ja nie umiem sobie wyobrazić życia bez niego- po prostu nigdy nie sądziłam że mogłoby go zabraknąć. To po prostu takie oczywiste- że jest pies, że zawsze , wszędzie go ze sobą zabieramy.
    Niestety niedługo może się to skończyć, bo nasz Terrierek Walijski ma w tym roku 11 I nie wiem czy przeżyje kolejne 10.
    Ale – trzeba mieć nadzieję ;]
    Pozdrawiam!

  2. Zalet nieposiadania psa jest tak dużo, że można wymieniac w nieskończoność 🙂 Tak się składa że w moim „dorosłym życiu” czyli takim „na swoim”, miałam po kolei dwa psy w podeszłym wieku (15-17 letnie) – i muszę przyznać że dało mi to w kość na jakiś czas (ciągłe bieganie po weterynarzach, wstawanie na siku po kilka razy w nocy, wdeptywanie w świeże siku (lub kupę!) w przedpokoju 10 minut po wyprowadzeniu psa, no i ostatnia wizyta u weterynarza – to jest najgorsze). Ale jak tylko będę miała warunki do trzymania psa (czyli nie w bloku pracując po kilkanaście godzin dziennie) to sobie sprawię jednego lub dwa, bo jednak posiadanie psa ma jeszcze więcej zalet 🙂 Jest to miłość i szczęście na 4 ciapowatych łapach a tego nie da się zmierzyć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*