Właściciel idealny

c940914a46cb11e3836722000ab5c7f3_8
Lolcia lubi koty. Zjadać.

Lola jest u mnie już prawie miesiąc. Poprzedni psy w moim domu tymczasowym były około tygodnia – teraz sobie myślę, że te moje ‚instrukcje obsługi’ i opisy nie były wiele warte, bo o Loli najwięcej dowiedziałam się w ostatnich dniach, a to co pisałam o niej na początku, szczególnie w pierwszych dniach, delikatnie powiedziawszy zostało poddane weryfikacji.

Trwają poszukiwania właściciela dla Loli. Chętni się zgłaszają. Niestety Lolka pada ofiarą stereotypów dotyczących pitbulli. I to nie w negatywnym kontekście, że ludzie się ich boją, bo są agresywne, ale odwrotnie – część zgłaszających się osób szuka ‚typowego pitbulla’, więc chętni zostali zbyci – i tak Lola nie spełniłaby ich oczekiwań.

I tu pojawia się tutaj kilka spraw, które bardzo trudno rozstrzygnąć.

Pierwsza sprawa to kto ma oceniać, czy ktoś będzie dobrym właścicielem, a kto złym. Po tym jak zostałam zhejtowana na profilu Fundacji Niechciane i Zapomniane za wpis o domu tymczasowym – wiem, że na pewno nie ja, bo sama jestem absolutnie beznadziejnym właścicielem, powinno mi się wszystkie zwierzęta zabrać i zabronić posiadania dożywotnio. Spieszę z zapewnieniem, że do oceny przyszłych właścicieli się nie wyrywam. Mam swoje zdanie, profil wymarzonego właściciela w głowie, ale z drugiej strony wiem też, że pozory mylą i osoby na pozór nie nadające się do opieki nad psem (ze względów mieszkaniowych, sytuacji rodzinnej, finansowych, czasowych itd) – świetnie sobie często radzą, potrafią być oddane i odwrotnie.

Jest generalnie leniem.
Jest generalnie leniem.

Na szczęście fundacja ma paroletnie doświadczenie w ‚prześwietlaniu’ kandydatów i potrafi zadać takie pytania, które samego zainteresowanego nakierują na wniosek, że może faktycznie to nie jest pies dla niego. Z drugiej strony – natknęłam się na facebooku na stwierdzenie, że niektóre fundacje zachowują się wobec ludzi poszukujących psów tak, jakby nikt się nie nadawał na właściciela. Chodziło o sytuację pani, która upatrzyła sobie w jakiejś fundacji pieska, ale kiedy tam poszła, pracownicy próbowali jej wcisnąć zupełnie inne psiaki. Pani była po 50-tce i spostrzegła, że jest traktowana tak, jakby zaraz miała wybrać się na tamten świat i nie może wziąć tego młodego psa, tylko były jej podsuwane te co starsze. Jeśli tak rzeczywiście wyglądała sytuacja to nie dziwię się oburzeniu pani, która olała fundację i poszła do schroniska, gdzie bez łaski dostała psa, którego chciała.

Jest jeszcze trzecia sprawa – właściciele. Większość – wiadomo- jest normalna. No, ale ludzie, jak ktoś wynajmuje rozsypujące się mieszkanie, samotnie wychowuje dzieciaki i zaraz kończy mu się urlop – niech daruje sobie 30-kilowego psa z fundacji. Nawet nie dlatego, że przekreślam szanse tej osoby na bycie idealnym właścicielem (bo może być najlepszym), ale dlatego, że fundacja nie może dać takiej osobie psa. Jeśli z jakiś powodów ten pies by wrócił do fundacji czy znalazł się z powrotem w schronisku – wieść o tym, że jakaś organizacja oddaje zwierzęta ‚komukolwiek’ by ją zniszczyła.

Jeszcze jedno! Kochani pseudohodowcy – jak się zgłaszacie po szczenię w typie rasy, to wiedzcie, że weryfikacja może polegać m.in. na sprawdzeniu facebooka. Jak macie zdjęcia z 3 sukami ‚w typie’, których szczenięta dodane są gratis do miski na tablica.pl – raczej nie przejdziecie jej pozytywnie. (to jest plotka, którą nie wiem od kogo słyszałam, więc nie ręczę głową czy taka sytuacja z pseudohodowcą faktycznie się wydarzyła, ale chodzi mi o to, że jest internet -ludzie ludzi sprawdzają).

I uwielbia Konga. Pierwszego dnia ukradła go z mojej torby i z nim spała.
I uwielbia Konga. Pierwszego dnia ukradła go z mojej torby i z nim spała.

Foto tytułowe: Lauren Macdonald

3 Comments on “Właściciel idealny”

  1. Chyba należę do tych ludzi z natury naiwnych, bo w głowie mi się nie mieści sytuacja ze wspomnianymi pseudohodowcami. Oburzające !
    Natomiast jeśli chodzi o temat główny, to zarówno jak nie ma właścicieli idealnych, tak zwierząt też nie. Nie ma idealnego dopasowania, ważne żeby właściciel dbał, karmił, leczył, przytulał, zabawiał a wtedy i zwierz odwzajemni swe uczucia.

  2. Trudno ocenić. Myślę, że warto kierować się zasadą, że im bardziej problemowy pies tym pewniejszy musi być nowy właściciel. Ta osoba pewnie i tak weźmie jakiegoś psa (na przykład ze schroniska, gdzie nikt jej nie będzie pytał o szczegóły), ale jeśli wasz ast może jeszcze poczekać, to może trafi się ktoś bardziej odpowiedni? Niepokojące są te kłamstewka w ankiecie, szczególnie migrujący adres.

  3. Ja mam teraz całkiem ciekawą kandydaturę do dom dla kilkuletniego amstaffa, alergika, z lekkim problemem do psów. Zgłosiła się dziewczyna, zakochana w Barrym. Wysłałam ankietę, była z psem na spacerze (w asyście opiekunki z DT). Ogólnie niby ok. Po czym w ankiecie adres inny, na FB inny, a o innym mieście mówiła. Po kilku dniach okazuje się, że chętna jest równiez na innego psiaka – też asta. Osoby odpowiedzialne za tego drugiego właśnie przysłały mi info, jak przebiegła wizyta przed adopcyjna. No bo przecież, że pani sie za psem rozgląda i podobają jej się 2 to przecież nie skreśla na starcie.
    Okazuje się, że mieszka w maleńkim mieszkaniu, wynajmowanym, z 5 kotami (w ankiecie 1), małym 5 letnim dzieckiem (w anikecie 4 lata). Swoją amstafkę uśpiła (bo wet powiedział, że raka u 12letniego psa się nie operuje) – no bywa (o tym w ankiecie nie wspomniała). Nie wspomniała również, że miała ze schroniska psa w typie onka, którego oddała, bo sobie z nim nie radziła. Wręcz w ankiecie potwierdziła, że nigdy wcześniej nie pozbyła się psa.
    Pomijam, że obserwuje kilka innych astów i huskie. Była w schronisku oglądać jeszcze innego psa, po czym spodobał jej się jednak zupełnie inny.
    Myślicie, że jest sens jechac na moją wizytę przed adopcyjną?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*