Powrócił do Fukushimy, bo kocha zwierzęta

naoto

Akcje wzbudza mój podziw, ale też wątpliwość. Najpierw wątpliwość: czy naprawdę nie da się pomóc tym zwierzętom w inny sposób niż narażanie człowieka na promieniowanie? Czy nie można tych zwierzaków stamtąd zabrać w bezpieczne miejsce? Kasa jaką mogłoby to potencjalnie kosztować byłaby niczym, w porównaniu z tym, ile kosztuje doprowadzenie tego terenu do stanu jakiejkolwiek używalności .

A teraz już sam podziw. Pan nazywa się Naoto Matsumura i mieszka w Fukushimie. Tak, to nie literówka – MIESZKA, a nie mieszkał. Kiedy w 2011 roku trzęsienie ziemi i następująca po nim fala Tsunami uszkodziła elektrownię atomową, władze kazały wszystkim mieszkańcom natychmiast opuścić teren z obawy przed skażeniem. Obawy słusznej, bo rzeczywiście doszło do wycieku paliwa z reaktora. Wiele osób opuściło prefekturę zostawiając swoje zwierzęta domowe i gospodarskie – większość myślała, że uda im się wrócić za kilka dni. Niestety tak się nie stało.

Wrócił tylko on, żeby zaopiekować się swoim psem. Szybko odkrył, że jest wielu innych potrzebujących.

Ludzie i zwierzęta są równi.

Znalazł psa sąsiadów przywiązanego do budy. Inny wiele tygodni był zamknięty w oborze, gdzie przeżył tylko dzięki pożywianiu się padliną krów. Naoto Matsumura mimo wysokiego poziomu radiacji postanowił w Fukushimie pozostać, bo jego pomocy potrzebują też liczne krowy, świnie, kaczki, strusie oraz pony. Mimo katastrofy obserwuje cuda narodzin – rodzą się zdrowe kocięta, a wśród niektórych gatunków rośnie już piąte pokolenie.10483929_10153254537572044_8042763681835550735_n

Szczególnie w okolicach rocznicy, czyli właśnie w marcu odwiedzają go dziennikarze i ekipy telewizyjne, dostarczają mu jedzenie i wodę dla zwierząt. Tu na chwilę powrót do początku – czy nie wstyd władzom/organizacjom pomocowym, że ludzie się fotografują z panem, a nikt mu wcześniej nie raczył pomóc. On sam wyjeżdża czasem poza zonę w celu odwiedzenia rodziny. Był też u lekarza, który jednoznacznie stwierdził, że jest najbardziej napromieniowaną osobą w Japonii. Mimo to ewentualne negatywne skutki odczuje dopiero za 30-40 lat (będzie miał wtedy 85-95 lat, więc w sumie to nie takie straszne).

W wyniku działania tsunami zginęło 26 tys. ludzi, na skutek samej katastrofy elektrowni – ani jedna. WHO szacuje, że w całej Japonii wzrost ryzyka wystąpienia nowotworu będzie tak mały, że niezauważalny. Jednak sama strefa wokół elektrowni jest nadal terenem silnie skażonym. Cały czas pracują tam ekipy ludzi oczyszczających teren, działają dla nich sklepy tuż za granicą zony, ale całkowite usunięcie skutków tragedii zajmie jeszcze wiele lat.

Tu możecie zobaczyć filmik o panu Naoto:

Foto: https://www.facebook.com/ganbaru.fukushima

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*