Kabina do całowania – sposób na adopcję?

Każdy sposób żeby pomóc zwierzakom jest dobry. A im jest bardziej oryginalny, tym skuteczniejszy. Przy okazji mojej opieki nad Koką, współpracy z fundacją SOS-Amstaffy oraz wizyty w schronisku, zaczęłam zastanawiać się nad jedną rzeczą. Wiadomo, że część psów, które są w schroniskach nigdy ich nie opuści. Nie wiem jaki to jest odsetek, ale podejrzewam, że nawet dwucyfrowy. Część psów jest praktycznie „nieadoptowalna” (nowe słowo, którego nauczyłam się od Agnieszki z SOS) – są stare, chore, agresywne. Ale nawet te które są względnie młode, zdrowe i łagodne – nie wszystkie znajdą dom.

I teraz jest to, do czego dążyłam: czy wszelkie kampanie na Facebooku, ogłoszenia w gazetach, na tablica.pl, strony fundacji przyciągają ludzi, którzy normalnie by psa nie adoptowali? Kokę wzięli ludzie, którzy wypatrzyli jej ogłoszenie na gratce – szukali psa, konkretne amstaffa. Gdyby Koki nie było na gratce, wzięli by innego amstaffa, ze schroniska czy z innego ogłoszenia. Fundacje, schroniska, prywatni ogłoszeniodawcy – odbierają sobie nawzajem ludzi , którzy chcą adoptować zwierzaka, ale czy udaje im się namówić ‚nowe’ osoby, które nie planowały w ogóle lub chciały kupić psa, do adopcji? Wydaje mi się, że w niewielkim stopniu.

Czy taki 9-letni Blade ma szanse wygrać "Bitwę o dom" z młodszymi amstaffami z łódzkiego schroniska?
Czy taki 9-letni Blade ma szansę wygrać „Bitwę o dom” z młodszymi amstaffami z łódzkiego schroniska?

Niedawno słyszałam w TOK FM dyskusję na temat poszukiwania pracy przez Polaków. Dziennikarz mówił, że ludzie piszą schematyczne CV, nie przygotowują się do rozmów kwalifikacyjnych, nie szukają oryginalnych sposobów na zaprezentowanie się przyszłemu pracodawcy. Zaproszony ekspert od rynku pracy powiedział, że owszem, ale nawet gdyby wszyscy mieli odjechane CV, doświadczenie, wykształcenie i oryginalnie to zaprezentowali – miejsc pracy jest po prostu za mało, więc i tak wszyscy jej nie dostaną. Można w ten sposób wyprzedzić innych, ale część ludzi nadal pozostanie bez pracy.

Wydaje mi się to analogiczne do sytuacji bezdomnych psów – choćby miały najpiękniejsze zdjęcia, profile, zajmowałyby się nimi najlepsze fundacje – jest ich po prostu za dużo i część z nich zgnije i umrze w schronisku tak czy owak. Jeśli jedne będą wyciągnięte – inne za to tam zostaną.

r-PIT-BULL-KISSING-BOOTH-403xFB

Początkowo wpis miał być o tzw. kissing booth, czyli kabinach do całowania, które są używane w Stanach do przyciągnięcia uwagi ludzi. Są tam psy, często pitbulle, od których za dolara można dostać całusa. Przekonuje to ludzi, że nie są to psy groźne, pomaga zbierać pieniądze oraz zachęca do adopcji. Chciałam napisać, że takie kabiny ustawiane na przykład na jakiś festynach, przed hipermarketami czy w centrach miast mogą przyciągnąć ludzi, którzy nie planują posiadania psa. I faktycznie – każdy sposób jest dobry, żeby ‚wyadoptować’ więcej psów. Jednak to doraźnie pomaga- ktoś adoptuje psa i przez 10-15 lat nie będzie adoptował następnego.

Mimo szczęśliwego zakończenia dla Koki (ma nowy dom w Warszawie) – ogólny sytuacja jest przybijająca. Nudna już pewnie jestem, ale – sterylizujcie i kastrujcie swoje psy. To jedyny sposób, żeby przykręcić kurek i zmniejszyć ilość bezdomniaków, czyli systemowo zmniejszyć problem. 

BJ2d2ySCYAATJhc

10 Comments on “Kabina do całowania – sposób na adopcję?”

  1. Myślę, że sprowadzając rumuńskie psy do siebie sprowadzimy rumuńską sytuację. Nie radzimy sobie, wysyłamy psy do niemiec więc nie widzę żadnego sensu w tym co teraz się dzieje. Oczywiście że trzeba pomagać, pytanie tylko czy zabieranie tych psów do nas to rzeczywiście pomoc… Z tego co wiem to nam unia nie dała pieniędzy na schroniska, a szkoda.

  2. @Fauka zgadzam się – sytuacja jest obecnie niemalże bez wyjścia. Ostatnio widziałam apel o pomoc dla fundacji, której udało się uratować przed eutanazją kilka rumuńskich psów. Są już w Polsce i … konkurują z rodzimymi o domy. To wspaniale, że ktoś je uratował, ale czy w ostatecznym rozrachunku ma to sens?

  3. Życie jest brutalne, człowiek chce walczyć o każde istnienie, dać szanse każdemu psu a prawda jest taka, że im więcej psów ratowanych jest na siłe tym gorzej będzie. Jedynym sposobem na zmniejszenie liczby bezdomnych psów i poprawienie warunków bytowych innych bezdomniaków jest sterlizacja i usypianie psów nieadopcyjnych, chorych, starych i agresywnych. Tylko jak to zrobić? Jak uśpić uroczego staruszka który zawładnął serem całego schroniska? No właśnie, nie da się. I tu jest problem, taki stary czy chory pies jest skarbonką, zajmuje miejsce ale nikt kto kocha zwierzęta nie ma serca odebrać mu życia. Spędza tam dożywocie. To strasznie trudny temat.

  4. @Szafomania / Dogomania na wsiach w ogóle jest masakra. Mit, że koty kastrowane nie łapią myszy nadal w obiegu. Poza tym z nadliczbowymi kotami nie ma problemy – jest duża śmiertelność, na mioty kilka razy w roku też są sposoby, to po co dokładać kasę na kota?

  5. @Sylwia z psami rodowodowymi to zupełnie inna bajka. Sterylizować i kastrować (czytaj: absolutnie nie rozmnażać) należy psy nierasowe lub w typie rasy (pseudohodowle). Tobie daję spokój!:)

  6. Ostatnie zdjęcie jest wzruszające.

    W Polsce już w szkołach podstawowych powinno uczyć się, że np. kotki są pobudzane przez samców do owulacji dlatego powinno się je sterylizować już w 7 miesiącu życia (dobrze mówię?), bo mogą być w ciąży nawet kilka razy w roku. Powinno się uczyć, że mitem jest, że suka przynajmniej raz w życiu powinna mieć małe. Powinno wzmóc się działania edukacyjne na wsiach! Bo tam jest słaby punkt.

  7. Z tą sterylizacją, to też jest tak troszkę dziwnie. Sama mam suczkę, rodowodową i wysterylizuję ją tylko na zalecenie lekarza jeśli będzie taka potrzeba z uwagi na jej zdrowie. Moim zadaniem jako jej właściciela, jest niedopuszczenie jej do psa. Sami powinniśmy być edukowani i brać odpowiedzialność za swojego pieska. Oczywiście mowa o zakupie – nie o adopcji.

  8. Człowiek, kiedy nie moze znaleźc pracy u kogoś (przez CV) może sam załozyć firme i sam siebie zatrudnić. Psy nie maja niestety takie możliwości. Na dodatek pies nie jest niezbedny do zycia, praca jednak tak. Sytuacja patowa :/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*