Jak wreszcie udało mi się zmęczyć Kokę

Update: Koka ma już dom!

Przedstawiony poniżej pies, zgadza się na wykorzystywanie jego wizerunku do celów marketingowych i poleca się do adopcji (sos-amstaffy.pl).

Koka jest u mnie od tygodnia. W tym czasie w zasadzie codziennie jeździłam do pracy rowerem, a Koka biegła obok – 5 km w jedną i 5 km w drugą stronę. Taki spacer jej nie męczy – po wbiegnięciu na podwórko nerwowo poszukuje piłeczki, żeby jeszcze się poruszać. To, że w ogóle choć minimalnie to odczuwa, widzę po tempie z jakim zjada michę.

fac1e6ac18c111e3a8af22000a9f133c_7

W niedzielę miałam ochotę na leniuchowanie. Mój plan był taki: krótki spacer plus trochę zabawy z piłeczkę, potem ja leżę, opalam się i czytam książkę, a Koka może sobie biegać po podwórku. Średnio to się udało. Sunia niestety nie potrafi odpoczywać i ma okropny nawyk, że cały czas musi coś gryźć. Jeśli schowam jej piłeczkę, to zaczyna kraść inne rzeczy – od piłki mojego siostrzeńca (te biało-czerwone zwłoki), poprzez drewno, aż po, co najgorsze, ogromne kamienie (!). Przyznaję, że to dość uciążliwe, to ciągłe zabieranie jej niedozwolonych przedmiotów. Wystarczy odwrócić wzrok na chwilę i ona łapie sobie coś nowego. Z mojego doświadczenia wynika, że nieumiejętność odpoczywania na świeżym powietrzu charakteryzuje psy trzymane w mieszkaniach. Dla nich wyjście na zewnątrz to przymus ‚robienia czegoś’, bo potem wraca się do domu, gdzie jest nudno, więc się głównie leży i śpi. Na szczęście to mija po jakimś czasie, bo jeśli pies jest na dworze prawie cały dzień, to nie ma siły non-stop biegać i musi się w końcu położyć i zdrzemnąć.

59c5a2e818c111e3808622000a1f9aaf_7

Po południu wybrałyśmy się na spacer, tzn. ja na rower, nad oddalone o jakieś 5 km niewielkie i dość odludne jeziorko. Jest ono otoczone wałem, którego pasące się dookoła bydło raczej nie przekracza. Dorosłe krowy są uwiązane na łańcuchach, a cielęta biegają luzem, trzymając się blisko matek. Tym razem spotkane przez nas byczki były już dość duże i bardzo ciekawskie, postanowiły sforsować wał i pospacerować wokół jeziorka. Jeden z nich był wyraźnie zainteresowany moim rowerem. A potem zaczął posuwać się w naszym kierunku odcinając nas od zejścia z pomostu. Koka zaczęła na niego szczekać, co początkowo go przestraszyło, ale po chwili byczek zaczął podchodzić coraz bliżej i coraz niżej opuszczać głowę. Przyznaję, że trochę się przestraszyłam. Uratował nas pan gospodarz, wątpię, żeby czytał doglife, ale dziękuję!

05e0572818c511e3b36e22000a1fa437_7

Postanowiłam poznać smak ryzyka i spuściłam Kokę ze smyczy. Okazało się, że uwielbia wodę! Nawet kiedy już trzęsła się jak galareta i zapięłam ją na smycz piszczała, że chce dalej się kąpać. No to zafundowałam jej jeszcze jedną kąpiel, ale już w domu – tym nie była szczególnie zachwycona.

Wieczorem trochę zaczęłam się o nią martwić, bo jakoś tak leżała ciągle na swoim posłaniu, nie chodziła za mną. Pomyślałam, że chyba ta kąpiel była średnim pomysłem, pewnie się zaziębiła. Ale dziś wszystko wróciło do normy. Po prostu udało mi się ją wreszcie porządnie zmęczyć!

9dd1726018c011e3adbf22000aaa04d4_7 (1)

 

c307875618c811e3a1d122000ae911c2_7

5f0d190e18c911e3926822000a1f9c9b_7

d2cb7dae18c911e393a222000a1fb70a_7

58b4bc9818c311e3b95c22000a1fb82f_7

6 Comments on “Jak wreszcie udało mi się zmęczyć Kokę”

  1. @Cezarion opcja z drugim psem na pewno byłaby wykańczająca. Niestety Koka chyba nie przepada za towarzystwem, ale zamierzam poddać tą tezę ponownej weryfikacji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*