Jak niechcący popsuć sobie psa?

Mając psa mamy najczęściej dobre intencje, żeby wychować go najlepiej jak potrafimy i zapewnić wszystko co jest mu potrzebne do życia w pełnym szczęściu. Niestety psy potrafią być czasem naprawdę frustrujące (czytaj: upierdliwe). Reagując nieprawidłowo dodatkowo te zachowania możemy potęgować. Dobrymi chęciami… – wiadomo o co chodzi, ostatni przykład mówi o tym, że chcąc psu dogodzić można go w łatwy sposób ukatrupić.

Oto 3 sposoby na niechcące zapsucie sobie psa.

1. Karanie za pogryzione kapcie/kupę w przedpokoju

Znany problem. Wchodzimy do mieszkania a tam – niespodzianka! W ludziach rodzą się wtedy mordercze instynkty,  jak również poronione pomysły typu wsadzanie psiego nosa w tą niespodziankę albo przyprowadzanie psa na miejsce zbrodni i krzyczenie: ‚no i zobacz co zrobiłeś!’ – oba zresztą równie skuteczne co, jak się na to patrzy z zewnątrz, wyjątkowo karykaturalne. Naukowo jest już udowodnione, że nawet półsekundowe opóźnienie w nagradzaniu czy karaniu wpływa w znaczący sposób na szybkość uczenia się psów. Dlatego karanie po kilku godzinach, a nawet minutach – nie daje nic poza wyładowanie swojej złości (o swoją drogą przynosi czasem niebywałą ulgę).

Już pisałam o tym, że ta minka którą ma pies, kiedy na niego wrzeszczymy nie ma nic wspólnego z poczuciem winy (te małe potwory na pewno wiedzą, że ta minka działa i dajemy się na nią nabierać). Pies nie ma poczucia winy, robi taką minę, bo tak reaguje na nasze negatywne emocje, jak zaczeniemy krzyczeć na niewinnego psa też będzie miał taki sam wyraz pyska (5 mitów na temat psów)

Jak sobie z tym poradzić? Łatwiej mówić niż robić. Należy zagryźć zęby, posprzątać i generalnie udawać, że nic się nie stało i tak naprawdę nigdy nam na tych szpilkach od Gucciego nie zależało, a następnym razem wszystko pochować tak, żeby pies się do tego nie dostał, jednocześnie zapewniając mu inne rzeczy do gryzienia (może drugiego psa?), rozrywki, więcej spacerów (tyle, żeby nie miał siły na rozrabianie w domu). Co do kup – dorosłym psom na szczęście zdarza się to wyjątkowo rzadko, więc jest zawsze szansa, że szczenię jeszcze się nauczy załatwiania na zewnątrz, a nie na naszym łóżku.

2. Nadmierne pocieszanie przestraszonego psa


Jak byłam mała walczyłam o każdą sekundę uwagi od moich rodziców. Dlatego mama była zmuszona stosowac wobec mnie kilka sztuczek. Dobrze wiedziała, że jeśli się przewrócę to absolutnie najgorszą rzeczą jaką może zrobić to krzyknąć: ‚Ojej, biedne dziecko, nic ci się nie stało, pokaz gdzie cię boli’ itd. To oznaczałoby mój ryk przez pół godziny. Zamiast tego mama mówiła: ‚wstajemy, wstajemy, zobacz jaki tam śliczny ptaszek siedzi’ czy coś w tym stylu. W 9/10 przypadków – działało. Kiedy odwróciła moją uwagę – okazywało się, że w sumie nic mnie nie boli i nic się nie stało. Generalnie: im dłużej i intensywniej ktoś się nade mną użalał tym dłużej trwał mój przeraźliwy płacz. Dodatkowo potrafiłam bezwzględnie wykorzystywać uczucia mamy – kiedyś naprawdę skręciłam kostkę (do tego stopnia, że nosiłam bandaż, o czym zawsze marzyłam) i wszystkim było mnie szkoda. Kulałam przez jakiś miesiąc, tyle że raz na jedną, raz na druga nogę, bo już potem nie pamiętałam.

Zamiast pocieszać, warto pomyśleć jak pokonać psi strach.

Biorąc pod uwagę, że psy mają umysł mniej więcej 2,5 letniego dziecka – też znają już te triki. Przytulanie i głaskanie i przemiłe przemawianie mogą w psie utrwalać zachowania związane ze strachem. Do nie lubianych przez psa sytuacji, trzeba go przyzwyczajać stopniowo (Jak pomóc psu przetrwać Sylwestra), co nie oznacza bycia zimnym i bezwzględnym.

Jak mam na stole w przychodni psa, który piszczy, wyje, skamle i do tego gryzie jeszcze zanim zdążę do niego podejść, a pani mówi do niego słodkim głosem: ‚Rambo, bądź grzeczny, nie bój się maleństwo, puść nosek pani doktor, bo panią doktor to może troszeczkę boleć’ to mam ochotę… no nie ważne co, jestem jednak zazwyczaj bardzo cierpliwa.

3. Dawanie kości

Trochę z innej beczki, bo z żywieniowej. Po kilku latach praktyki nikt mnie nie przkona, że jakiekolwiek kości sa dobre dla psów. Chyba że gumowe piszczące zabwaki w kształcie kości.

Oto trzy powody (z mojego osobistego doświadczenia)

  • kości powodują mega zaparcia

Widziałam mnóstwo takich przypadków. Pies naje się kości a potem nie może zrobić kupy. Kość zawiera kolegen – to z niego robi się żelatynę oraz klej. W przewodzie pokarmowym psa wygląda to mniej więcej tak: kości zostają przez psa tylko częściowo strawione, powstaje z nich taki gruz kostny, coś jak piasek, drobne zierenka, które już same w sobie są szorstkie i nie jest fajnie je mieć w środku. To razem z galaretowatą żelatyną i klejem zaczyna się zbijać w twarde bryłki, czasem naprawde twarde jak kamień, do tego szorstkie. Taką bryłkę trudno jest jelitom przesuwać, im dłużej ona tam zalega, tym bardziej ulega odwodnieniu i robi się jeszcze twardsza i dochodzi do zatkania światła jelita, co skutkuje tym, że cokolwiek pies zje zatrzymuje się w tym miejscu i zalega, potem ulega dalszemu odwadnianiu i twardnieniu itd. Czasem cała okrężnica może być wypełniona twardym kałem. Pies próbuje zrobić kupę, ale nie może, bo go boli, a te bryłki są za duże i zbyt szorstkie, żeby się przesunąć. Stan nieleczony prowadzi do utraty apetytu, wymiotów, bóli brzucha, martwicy ściany jelit i śmierci. Czasem przy pomocy intensywnych lewatyw i podawania kroplówek udaje się to ruszyć, ale widziałam przypadki, gdzie kończyło się operacją.

Można psu pozwolić ‚pociućkać’ kość, ale niech jej nie zjada!
  • kości mogą utkwić w różnych częściach przewodu pokarmowego 

Jak utkwi w żołądku czy jelitach i zostanie szybko zdiagnozowane to w najlepszym wypadku kończy się podawaniem parafiny/lewatywach i samoistnym wydaleniu kości albo operacji usunięcia ciała obcego. Gorzej jak utkwi na przykład w przełyku w okolicy serca. Czasem udaje się to wyciągnąć endoskopem, czasem konieczne jest otwarcie klatki piersiowej, co jest ogólnie drogie i nie zawsze kończy sie sukcesem, jako że uszkodzony przełyk średnio się goi.

  • kości mogą przebić ścianę przewodu pokarmowego. 

Mogą wbić się w okolicy gardła albo przebić ścianę żołądka prowadząc do zapalenie otrzewnej.

 

Czegokolwiek by mi ktos nie powiedział o BARFie czy innych zdrowotnych właściwościach kości i że to naturalne itd – zapraszam do siebie jak będzie trzeba zrobić psu lewatywę – zamiłowanie do podawania kości mija w 2-3 minuty.

Foto: fallsroad, toomanycats99, h-bomb, tsand

7 Comments on “Jak niechcący popsuć sobie psa?”

  1. a ja mam taką sytuację, że jak się z psem bawie to on hmm stęka? co to moze oznaczac? Albo daje mu kość (gryzak) to ten bierze w zęby, idzie kawałeczek kładzie przed sobą i wyje. O co mu chodzi?

  2. @Andy zgadzam się, że wiele karm jest słabej jakości. Ale często domowej roboty jedzenie też nie jest lepsze (zbyt monotonne, za dużo mięsa itp.).
    Pies jest mięsożercą względnym, czyli może spokojnie przetrwać na diecie bezmięsnej lub prawie bezmięsnej. Przepisy na dania domowe dla psa sugerują, że mięsa powinno być ok 1/3, resztę powinny stanowić warzywa i wypełniacze. Pies jako gatunek powstał z wilków, które żywiły się odpadami z ludzkich osad. Od 10 000 lat jedzą resztki ze stołu ludzi, więc porównywanie diety wilków i psów nie jest moim zdaniem prawidłowe. To tak jakby porównywać naszą dietę i szympansów. Ale jeśli już to wilki zjadają też zawartość żołądka i jelit swoich ofiar, gdzie znajdują się owe warzywa i część niestrawna dla psa: zboża, trawy, na deser lubią też np. jagody.
    Moim zdaniem podawanie kości np. 2 kg yorkowi może mu bardziej zaszkodzić niż pomóc.
    PS. zadławienie się to znaczy, że granulka suchej karmy wpadła do dróg oddechowych, co oczywiście może się zdarzyć (podobnie z piłeczką, korkiem od butelki czy kawałkiem kości), ja w artykule wspominam raczej o zatkaniu jelit i utknięciu w przełyku, co w przypadku suchej karmy raczej nie ma prawa się zdarzyć.

  3. Znam osobiscie osobe ktora stracila psa na skutek zadlawienia kostka suchej karmy.Coz wypadki sie zdarzaja.W przypadku kosci te wypadki spowodowane sa w wiekszosci koscmi gotwanymi.Weterynarze najczesciej nie wnikaja jaka to byla kosc bo sa zajeci ratowanie psa.Dlatego utarlo sie przekonanie ze psu kosci szkodza.Jestem laikiem i nie mam zamiaru polemizowac z fachowcami ale wiem że pies pochodzi w prostej lini od wilka, jest drapieznikiem i tak powinien byc karmiony.Nawet udomowiony pies wypuszczony do lasu nie bedzie jadł ziarna pszenicy czy szukal marchewki tylko bedzie polowal i zjadal upolowana zwierzyne w calosci lacznie z koscmi.

    Kosci i miesa wogole nie powinno podawac sie z sucha karma( a jesli juz to trzeba zachowac 8 godz odstep miedzy posilkami) poniewaz sucha karma wymaga innego ph w zoladku, dluzej zalega, natomiast trawienie surowego miesa i kosci wymaga wyzszego ph i przebiega szybciej to prowadzi do biegunek i zaburzen w trawieniu.

    Na koniec… jesli poczyta sie o skladzie suchych karm , sposobie ich produkcji i pozyskiwaniu skladnikow do ich produkcji a co za tym idzie o szkodach jakie powoduja sche karmy w organizmie psa, ryzyko zadlawienia koscia czy zatkaniem jelit stanie sie blahostka

  4. Nie mam zamiaru krytykowac tego co tu przeczytalem ale musze sie z tym nie zgodzić. To co tutaj napisano to moim zdaniem nie prawda albo połprawda.Pies jest drapieżnikiem i kosci sa naturalną czescia jego pożywienia.Jest tylko male ale..Pies nie moze dostac kosci gotowanych i calkiem pozbawionych miesa.Kośc po obróbce termicznej sa sztywne i one faktcznie moga uszkodzic psa.Dlatego tez powstaja legendy o szkodliwosci kości powtarzane nawet przez weterynarzy.Ludzie w swojej niewiedzy karmia psa koscmi gotowanymi.Kosci z miesem sa doskonale trwione przez wiekszosc psow(pomijam zwierzeta chore)oczywśće te ktore kosci nigdy nie jadly nalezy przywyczaic.Dodam jeszcze ze kosci zawieraj niezbede psu skladniki i minerały.Nie powinno sie tez mieszac surowych kośc z sucha karma ale to juz inny temat

    1. Ja (autorka) jestem weterynarzem, więc piszę o tym, z czym sama się spotykam: zatkaniem jelit, uszkodzeniami błony śluzowej przewodu pokarmowego, czy uwięźnięciem kości w przełyku. Trudno mi powiedzieć czy były to kości surowe czy nie. Zdaję sobie też sprawę z tego, że pies może latami jeść kości i nic mu nie będzie. Ale czy faktycznie w tych kościach składniki są tak niezbędne, żeby ryzykować życie psa? Moim zdaniem nie.
      PS. Czemu nie wolno łączyć kości z suchą karmą? Domyślam się, że jesteś przeciwnikiem karm suchych w ogóle, ale jakieś konkrety?

      1. To że jest Pani weterynarzem ,nie oznacza, że jest Pani nieomylna na miłość boską!!
        Ale z tekstu wynika, że o BARF-ie większego pojęcia Pani nie ma…A co do kośvi konkretnie,to mój pies jakoś kości je od szczeniaka i ma się rewelacyjnie,więc niech Pani nie generalizuje !

  5. Zgadzam się z treścią w zupełności!
    Chociaż?…. są psy i psy, każdy inny , jak ludzie!Miałam przez 15 lat śliczną Tinę , mieszankę bokserki i wyżła….piekna była i kochana! Pozostawiona w domu niczego nie pogryzła , nie nabrudziła, spała.
    Na spacerach wulkan energii , w domu anioł 🙂
    Teraz mam białą diablicę , mieszankę westa i maltańczyka…mam ochotę ją zamordować czasami , szczególnie jak wracam , nawet po pół godzinie a ona?…..bawiła się w szambonurka…..brrrr
    Ma już półtora roku a ja wciąż muszę uważać w nocy np. czy nie ma w przedpokoju jakiejś niespodzianki? mimo wyprowadzania 4 razy dziennie , nagradzania za załatwienie spraw gdzieś na łące….
    no i te kości! Ja nie daję , dała jej raz sąśiadka kości z niedzielnego kurczaka…..co ja przeżyłam z moim zatkanym psem! koszmar! teraz pilnuję, nigdy , żadnych kości, chyba że takie specjalne gryzaki ze sklepu 🙂
    a tak naprawdę jest kochaną kudłatą przytulanką !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*