Czy usypiać agresywne psy?

Pamiętacie filmik, na którym bohaterska kotka ratuje chłopca przed atakującym go agresywnym psem? Domyślacie się, co się z tym psem stało? Został uśpiony. Mnie to wcale nie dziwi. Miał na imię Scrappy i należał do sąsiadów, którzy go nie upilnowali i wydostał się luzem poza posesję. Przed eutanazją musiał być poddany obserwacji, pracownicy ośrodka mówili, że wobec nich też przejawiał silną agresję.

Temat kontrowersyjny. Jedni ratowaliby bez wyjątku, inni wszystkie agresywne usypiali. Ja jestem gdzieś pośrodku, choć bliżej ratowania albo chociaż prób. Przyznaję się, że raz poddałam eutanazji zdrowego, kilkuletniego psa z powodu agresji. Jak się domyślacie, nigdy takie historie nie są do końca proste. Tu było tak, że właściciel psa wyjechał za pracą za granicę, zostawił psa pod opieką brata. Bratu pies pogryzł dziecko, żonę uwięził raz w łazience. Gość wziął psa z domu i powiedział, że już go tam z powrotem nie wprowadzi. Pojechał do schroniska, w schronisku wtedy było jakieś mega przepełnienie, nie chcieli agresywnego psa i to jeszcze właścicielskiego. Przyjechał do lecznicy. Mamienie gościa, że może znajdzie się dla psa nowy dom byłoby bez sensu. A co jeśli w międzyczasie dojdzie do tragedii? Kto weźmie do siebie psa, który pogryzł dziecko? Pewnie ktoś doświadczony znający się na psach mógłby potrenować z nim potrenować, może udałoby się wyeliminować jego agresję, ale takich osób nie ma wiele. Wielkich wyrzutów nie mam, bo wolę mieć na sumieniu psa niż pogryzione dziecko. Pozostaje mi mieć nadzieję, że ta historia z pogryzieniem była w ogóle prawdziwa, bo chyba na taką najłatwiej nabrać weterynarza, tak sobie teraz myślę.

sos-amstaffy
Bira to trudny pies, wracała z adopcji, ale wydaje się, że wreszcie jej się udało.

Więcej tego typu historii nie miałam, parę razy udało mi się spławić ludzi, którzy podobne historie mi wciskali, ale czułam, że chcą się po prostu pozbyć psa. Niczym doktor Chazan aborcję, spychałam w ten sposób na innych weterynarzy przykrą czynność eutanazji. A może przyczyniam się w ten sposób do powstania podziemia eutanazyjnego: samodzielnego zabijania psów przez właścicieli albo wyrzucania, przywiązywania w lesie?Wiecie, że trochę współpracowałam z sos-amstaffy. Zawsze mają na stanie parę psów agresywnych. Niektóre po kilka razy wracały z adopcji. Część ma naprawdę marną szansę na adopcję. Czasem sytuacja jest beznadziejna. Nie wszystkie psy się potrafią zmienić. Niedawno oglądałam film o dziewczynce maltretowanej przez rodziców. Była przez nich zamykana i nie miała kontaktu z ludźmi przez zdaje się 7 lat. Po odnalezieniu przez policję okazało się, że nie potrafi mówić. Naukowcy i lekarze pracowali z nią i nauczyła porozumiewać przy pomocy mowy, ale nigdy nie nauczyła się mówić gramatycznie. Po prostu czas, kiedy ludzie się tego uczą minął i nie dało się już tego nadrobić. I jaka podobna sytuacja: adoptowana po kolei przez różne rodziny, zawsze wracała (w jednej rodzinie była molestowana i przestała mówić zupełnie), w końcu spędziła resztę życia w zamkniętym ośrodku.

1904248_10152130595766980_6491972598226946331_n
Pipin w domu.

Z drugiej strony znam sporo historii, że jednak się udaje. Psy, które były agresywne przy pewnych właścicielach zachowują się zupełnie inaczej. Czasem wystarczy niewiele, żeby złe cechy psa zostały przykryte miłością i oddaniem. Często dotychczasowi właściciele nie potrafią postępować z psami. W schroniskach psy też zachowują się inaczej od tego jakie są później w domu. Pozory mylą – niepewnego pitbulla ludzie się będą bać bardziej niż niepewnego kundelka. Pipin był mocno niepewny, szczekał, był dziwny. Okazało się, że jest głuchy, teraz żyje sobie szczęśliwie z nową rodziną i ogląda lwy w telewizji. Nie wiem, co napisać na koniec. Brak prostych wniosków.

One Comment on “Czy usypiać agresywne psy?”

  1. Zgadzam się z tym, że to trudny temat i chyba najlepiej uznać, iż każdy przypadek powinien być rozpatrywany indywidualnie, z uwzględnieniem zarówno stanu psiaka, jak i warunków, jakie mają jego właściciele. Łatwiej jest pracować z agresywnym psem w domu bez dzieci, bo już sama myśl o tym, że dziecko może zostać przez takiego psa pogryzione to spory psychiczny ciężar. Ja wierzę w ratowanie, a przynajmniej w konieczność podejmowania prób zmiany zachowań psa i leczenia agresji. Natomiast, zdaję sobie sprawę z tego, że czasem się nie da.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*