Alarmujący stan zdrowia psów w Polsce – moim okiem

Firma Bayer (znana najbardziej z obroży Kiltix i preparatu Advantix) zorganizowała w tym roku akcję badania ogólnego stanu zdrowia chętnych psiaków w kilku miastach Polski. W sumie zgłosiło się ponad 600 psów. Podsumowanie raportu możecie przeczytać na przykład w wyborczej. Ja mam do dyspozycji trochę dokładniejsze dane (tabelę z wynikami) i parę uściśleń, których się domagałam.

Nie chcę się bardzo tego badania czepiać, bo nie było ono stricte naukowe. Fajnie, że w ogóle jest akcja, z której właściciele mogą wynieść jakąś wiedzę. Trochę mnie tylko razi alarmujący ton, szczególnie, że przy bliższym spojrzeniu – wydaje mi się, że nie jest aż tak źle (wśród psów miejskich oczywiście). Ciekawe, jakby wypadły takie badania przeprowadzone wśród ludzi – ilu z nich ma łupież, zaniedbane paznokcie, wypadające włosy, jak często chodzą na spacery czy odwiedzają lekarza? Ilu Polaków ma nadwagę i śmierdzące zęby? Ilu z nas jest tak naprawdę „zdrowych”?

Infografika-stan-zdrowia-psow-w-Polsce

Raport skłonił mnie on do kilku refleksji, dotyczących chorób psów.

Jama ustna

„Prawie u połowy poddanej badaniom grupy stwierdzono obecność kamienia nazębnego oraz stanu zapalnego dziąseł.” Chcąc się przyczepić powiedziałabym, że 36% to jeszcze trochę do połowy, ale biorąc pod uwagę to jakie psy przyszły na badanie (psy z miast, pewnie i tak te bardziej zadbane niż średnia) czepiać się nie będę, wiejskie burki na pewno statystki by wywindowały ponad 50. Z pyskami psów małych ras jest generalnie tragedia. Kamień odkłada się bardzo szybko, czasem już kilkumiesięczne psy mają kamień nadający się tylko do usunięcia w znieczuleniu, a po usunięciu pojawia się po następnych kilku miesiącach.

Wyjściem jest mycie zębów. Jak ktoś psu czyści zęby to to naprawdę widać. Tyle, że naprawdę mało kto to robi:/ Druga sprawa – jedzenie. Jeśli pies je tylko miękkie (puszki albo gotowane) – kamień pojawia się dużo szybciej.

Już nie raz widziałam przypadki takiego syfu w pysku, że zapach i wygląd powalają na ziemię. Często się zastanawiam jak można wytrzymać na jednej kanapie z psem, od którego śmierdzi na kilometr niewyobrażalną zgnilizną i ropą.

W ludziach jest jakiś niewytłumaczalny ogromny lęk przed narkozą, którym często tłumaczą stan uzębienia pupila. Mnie ręce wtedy opadają.

Z drugiej strony – sam kamień niekoniecznie jest wskazaniem do sanacji jamy ustnej. Z zaleceń dla lekarzy wynika, że takim wskazaniem jest pojawienie się stanu zapalnego dziąseł.

Nadwaga

Właściciele mogą mi mówić co tylko chcą – nadwaga jest zawsze tylko i wyłącznie ich winą. O ile mam sporo wyrozumiałości dla grubych ludzi, to nie dociera do mnie dlaczego utrzymanie prawidłowej figury u psa miałoby być trudne. Ten artykuł miał być komentarzem, ale nadwagi to nawet mi się komentować nie chce. Wstydźcie się właściciele grubasów! A potem odłóżcie z psiej miski trochę granulek.

Tylko ten jest zdrowy, kto nie został dokładnie przebadany

Teraz się trochę poczepiam Bayera:

  • wymienione przesuszenie skóry to taka średnio alarmująca choroba, jeśli mam być szczera
  • na infografice straszą „sporadyczne wizyty u weterynarza”, w tekście wychodzi, że przeciętnie takich wizyt są 1-2 w roku, co sami badający uznają za relatywnie dużo. Biorąc pod uwagę, jak często ja sama odwiedzam lekarzy, to wydaje mi się naprawdę całkiem niezły wynik.
  • odrobaczanie. Trochę chyba tak jest, że chirurg wszędzie widzi coś do wycięcia, masażysta do masowania, a firma Bayer wszędzie widzi pasożyty. Z badania wynika, że wiele zwierząt nie jest lub jest nieregularnie poddawanych odrobaczeniu. Ale nie odrobaczone≠zar0baczone. Odrobaczać regularnie oczywiście trzeba, a moim zdaniem jeszcze lepiej – regularnie badać kał i odrobaczać, kiedy faktycznie są w nim pasożyty (mało kto daje się na to namówić, bo tabletka zazwyczaj wychodzi taniej i wygodniej niż badanie), ale firma Bayer, której najpewniej najbardziej zależy właśnie na odrobaczaniu zwierząt (a nie na leczeniu przesuszonej skóry czy zębów) mogła pokusić się o zbadanie wszystkim psom kału i wtedy byłoby czarno na białym – czy jest sytuacja alarmująca czy nie. Swoją drogą na pewno dobrze nie jest, skoro wg. dr Połozowskiego „badania gleby przeprowadzone w różnych miastach Polski wykazały, że w 8,0-61,9% próbek pobranych z podwórek, skwerów i trawników, a także w 5,4-31,6% próbek piasku z piaskownic znajdowano jaja Toxocara spp”
  • „Aż 8 na 10 psów miało w swoim życiu kleszcza, co może oznaczać zupełny brak lub nieprawidłowe stosowanie ochrony psów przed tymi groźnymi pasożytami”.To, że jakiś pies miał raz w życiu kleszcza nie oznacza z automatu braku czy niewłaściwej profilaktyki. Moim zdaniem nie da się zabezpieczyć psa przed ukąszeniem kleszcza w 100% (mimo ostrożności, sama też kiedyś złapałam kleszcza). Ciekawe czy te 2/10 psów nie miały kleszczy, bo stosowały profilaktykę, czy nie miały, bo np. rzadko wychodzą poza podwórko.
  • „Szczególnie martwi niski poziom stosowanej profilaktyki. 5% właścicieli uchyliło się od

    obowiązku szczepienia przeciwko wściekliźnie.”

    Moim zdaniem to sukces. Ile osób nie płaci OC za auto? Albo ile osób regularnie chodzi do dentysty? Myślę, że jak się 5% uchyla od jakiegoś obowiązku to nie ma co załamywać rąk.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *